Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Zanim był Witkacy, był Witkiewicz – malarz, buntownik i architekt polskości

Więcej od tego autora

Czas czytania: 5 minuty

Dlaczego warto o nim pamiętać

Stanisław Witkiewicz próbował czegoś niezwykle ambitnego: zamienić kulturę w sposób odzyskiwania wspólnoty, zanim wspólnota odzyska własne państwo. Można dziś dyskutować, czy góralszczyzna rzeczywiście mogła być fundamentem ogólnopolskiego stylu narodowego – i dobrze, że dyskutujemy, bo jego koncepcja nie musi być traktowana jak relikwia.

Ale sam gest pozostaje fascynujący. Witkiewicz spojrzał na drewnianą chałupę, którą wielu ludzi z jego warstwy społecznej uważało zapewne za coś prymitywnego, i zobaczył w niej język, z którego można stworzyć sztukę nowoczesną.

A przy okazji wychował syna, który zrobił z polską sztuką coś podobnego – tylko najpierw musiał trochę wysadzić w powietrze świat ojca.

Zaczęło się daleko od Tatr

Z Witkiewiczami jest pewien kłopot: syn stał się tak sławny, że ojciec bywa dziś przedstawiany niemal jako przypis do Witkacego. Tymczasem Stanisław Witkiewicz należał do ludzi, którzy nie tyle uczestniczą w kulturze swojej epoki, ile próbują ją przebudować według własnych zasad. Był malarzem, krytykiem, pisarzem, teoretykiem sztuki, projektantem, społecznym moralistą, a kiedy trzeba było – również bardzo upartym polemistą.

Urodził się w 1851 roku w Poszawszu na Żmudzi. Dzieciństwo szybko pozbawiło go niewinności. Jako dwunastolatek podczas powstania styczniowego pomagał jako kurier i zaopatrzeniowiec, a po jego klęsce rodzina, zaangażowana w działalność powstańczą, została zesłana do Tomska. To właśnie tam młody Stanisław zaczął uczyć się rysunku. Trudno oprzeć się pokusie symbolicznego odczytania tej historii: człowiek, który później będzie obsesyjnie szukał polskiej tożsamości w sztuce, poznaje jej znaczenie najpierw przez doświadczenie utraty własnego miejsca.

Stanisław Witkiewicz przed swoim obrazem „Romans w śniegu” malowanym w 1891 roku dla Heleny Modrzejewskiej, źródło: Muzeum Tatrzańskie w Zakopanem

A potem zobaczył Zakopane i wszystko zaczęło się układać

Do Zakopanego przyjechał po raz pierwszy w 1886 roku, a kilka lat później, gdy choroba płuc coraz mocniej dawała o sobie znać, osiadł pod Tatrami. I tu dzieje się rzecz naprawdę ciekawa. Ówczesne Zakopane rozrastało się jako uzdrowisko, a razem z kuracjuszami przyjeżdżała architektura szwajcarska i tyrolska. Witkiewicz patrzył na nią mniej więcej tak, jak ktoś patrzy na plastikowe okna w zabytkowej kamienicy: da się, tylko właściwie po co?

Uznał, że nowoczesna polska architektura może wyrastać z budownictwa góralskiego, z jego stromych dachów, konstrukcji drewnianych, snycerki i ornamentów. Nie chciał kopiować chałupy. Chciał z jej języka stworzyć coś nowego – styl, który mógłby stać się narodowy.

Pierwszym wielkim sprawdzianem była willa „Koliba”, wzniesiona dla Zygmunta Gnatowskiego na początku lat 90. XIX wieku. Potem przyszły między innymi „Pod Jedlami”, „Oksza” i „Pepita”. Styl zakopiański zaczął wychodzić poza Podhale, a Witkiewicz próbował rozciągnąć go również na meble i sztukę użytkową. Co więcej, nie była to wyłącznie fantazja estetyczna. Dom miał według niego mówić coś o wspólnocie, która go zbudowała.

Nie tylko architektura, bo Witkiewicz lubił się spierać

Gdyby ograniczył się do projektowania drewnianych willi, jego biografia byłaby znacznie spokojniejsza. Ale spokojny Witkiewicz to właściwie sprzeczność sama w sobie.

Jako krytyk walczył z akademickim malarstwem i artystyczną prowincjonalnością, broniąc realizmu oraz prawa artysty do patrzenia na naturę własnymi oczami. Pisał o sztuce, religii, patriotyzmie, etyce i odpowiedzialności człowieka. W jego dorobku znajdują się między innymi „Na przełęczy. Wrażenia i obrazy z Tatr”, „Chrześcijaństwo i katechizm”, „Bagno” czy „Życie, etyka, rewolucja”. Był więc kimś znacznie szerszym niż architekt-amator, za którego czasem się go bierze. Próbował zrozumieć, jak sztuka może kształtować człowieka, a nie tylko dekorować mu salon.

I chyba właśnie dlatego styl zakopiański jest ciekawszy, niż sugerują drewniane wille oglądane podczas urlopu. To nie był folklorystyczny gadżet. Była to część większego pytania: skoro Polski nie ma jeszcze na mapie, to czy można ją najpierw zbudować w kulturze?

Ojciec, który wychowywał przyszłego buntownika

A potem pojawia się Stanisław Ignacy, czyli przyszły Witkacy, i historia robi się jeszcze bardziej przewrotna.

Witkiewicz senior nie ufał szkolnictwu, ponieważ uważał, że system potrafi skutecznie wyprasować z człowieka indywidualność. Dlatego syna kształcił głównie prywatnie, pozwalał mu wybierać zainteresowania i od najmłodszych lat traktował jego twórczość poważnie. Chciał wychować człowieka niezależnego – i udało mu się może nawet lepiej, niż planował. Witkacy wyrósł bowiem na artystę, który stworzył własną teorię sztuki, pod wieloma względami radykalnie odmienną od poglądów ojca.

Jest w tym piękna pedagogiczna ironia: ojciec uczy syna, żeby nie poddawał się autorytetom, a potem sam odkrywa, że jednym z tych autorytetów, którym syn nie zamierza się podporządkować, jest właśnie on.

Ojciec i syn

Ostatnie lata z dala od Tatr

Gruźlica coraz bardziej odbierała Witkiewiczowi siły. Od 1908 roku mieszkał w Lovranie nad Adriatykiem, gdzie łagodniejszy klimat miał ratować jego płuca. Nadal pisał, malował i śledził wydarzenia w kraju. Odwiedzali go między innymi Stefan Żeromski, Henryk Sienkiewicz i Józef Piłsudski. Nie doczekał odzyskania przez Polskę niepodległości, choć przez całe życie kultura narodowa była jedną z jego największych obsesji.

Zmarł 5 września 1915 roku w Lovranie. Jego ciało sprowadzono do Zakopanego i pochowano tam obok ludzi związanych z Tatrami, które uczynił częścią własnej biografii i polskiej wyobraźni.

Witkiewicz w Lovranie

Ciekawostki

  • Podczas powstania styczniowego miał zaledwie dwanaście lat, gdy pomagał oddziałom powstańczym jako kurier i zaopatrzeniowiec.
  • „Koliba” była pierwszym domem zrealizowanym według programu stylu zakopiańskiego i dziś mieści muzeum poświęcone temu stylowi.
  • Witkiewicz projektował nie tylko budynki, ale także elementy wyposażenia i sztuki użytkowej, bo jego ambicją było stworzenie całego języka artystycznego.
  • Muzeum Tatrzańskie podaje, że za liczne projekty zakopiańskich domów nie pobierał wynagrodzenia.
  • Ojcem chrzestnym Witkacego został góralski gawędziarz Jan Krzeptowski-Sabała, a matką chrzestną Helena Modrzejewska. Trudno wymyślić bardziej zakopiańsko-artystyczny zestaw rodziców chrzestnych.
  • Syn sportretował ojca – zachowały się między innymi portrety Stanisława Witkiewicza wykonane przez młodego Witkacego.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze

RADIOAwangarda.Informacje / Kultura / Rozrywka / Nauka

Radio ludzi ciekawych.

Włącz muzykę. Zostań dla opowieści.