„Wpatrując się w słońce” nie wygląda na film, który chce się tylko opowiedzieć. To raczej kino, w które się wchodzi powoli — jak do starego domu, gdzie ściany coś pamiętają, choć nikt już nie umie tego nazwać. Mascha Schilinski prowadzi widza przez losy kilku dziewcząt i kobiet związanych z jedną farmą w północnych Niemczech, a z tych urywków życia buduje opowieść o pamięci, dorastaniu i tym, co zostaje w ludziach na długo po tym, gdy mija epoka.
To film dla tych, którzy lubią, gdy kino nie podaje wszystkiego wprost. Jest w nim i melancholia, i niepokój, i jakaś trudna do uchwycenia czułość wobec tego, co kruche. Nic tu nie krzyczy, ale bardzo dużo zostaje pod skórą. A po seansie będzie o czym rozmawiać — nie tylko o historii bohaterek, lecz także o pamięci miejsc, rodzin i całych pokoleń.
Józef Michałek – Radio Awangarda
