Słuchaj nas online

RADIO AWANGARDA

słuchaj nas

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

„Zatracenie” bez lukru – ciemny geniusz Osamu Dazaia

Więcej od tego autora

Czas czytania: 4 minuty

W domu Tsushimów było wszystko, co powinno dawać spokój: pieniądze, pozycja, nazwisko, zapach dawnej Japonii trzymającej się hierarchii jak poręczy na stromych schodach. A jednak Shūji Tsushima, który później przyjął literackie imię Osamu Dazai, od początku wyglądał na człowieka stojącego trochę obok własnego życia. Urodził się 19 czerwca 1909 roku w Kanagi, w prefekturze Aomori, w rodzinie zamożnych właścicieli ziemskich, a zmarł 13 czerwca 1948 roku w Tokio, mając zaledwie 38 lat. I w tym krótkim czasie zdążył zostać jednym z tych pisarzy, których się nie tyle czyta, ile wpuszcza do środka – z pewnym ryzykiem, bo Dazai nie przynosi herbaty i ciastek, tylko lustro.

Bogaty dom, ubogie poczucie przynależności

Dazai nie był romantycznym biedakiem z poddasza, choć legenda chętnie ubiera go w taki płaszcz. Pochodził z rodziny uprzywilejowanej, studiował krótko literaturę francuską na Uniwersytecie Tokijskim, ale studiów nie ukończył. I tu zaczyna się jego pierwszy paradoks: miał wszystko, co mogło otworzyć drzwi, lecz sam nosił w sobie coś, co te drzwi od środka ryglowało. Uczył się u pisarza Masujiego Ibusego, w 1935 roku jego opowiadanie „Gyakko” było nominowane do Nagrody Akutagawy, a po wojnie jego nazwisko zaczęto łączyć z nurtem Buraiha, czyli „szkołą dekadencką” – pisarzami rozbitymi przez moralny chaos Japonii po klęsce.

Nie był jednak tylko poetą rozpaczy, jak lubią go pakować w proste pudełko. Britannica trafnie zauważa, że choć w jego twórczości dominuje mrok, Dazai miał również wyczucie humoru, czasem ocierające się o farsę. I to jest bardzo ważne, bo bez tej ironii jego proza byłaby nieznośnie ciężka, a z nią staje się czymś bardziej niebezpiecznym: uśmiechem człowieka, który wie, że świat się sypie, ale jeszcze potrafi opowiedzieć o tym z elegancją kogoś, kto nie chce robić sceny przy stole.

Pisarz, który zrobił z maski temat życia

Najważniejsze książki Dazaia wyrastają z formy shishōsetsu, czyli japońskiej „powieści ja” – literatury osobistej, autobiograficznej, ale niebędącej prostym pamiętnikiem. Jego pierwsza większa kolekcja opowiadań „Bannen” ukazała się w 1936 roku, a potem przyszły utwory, które coraz mocniej mieszały życie, autokreację, bezwstyd i pozorną spowiedź. Pozorną, bo Dazai nie tylko się zwierzał. On siebie reżyserował. Był trochę oskarżonym, trochę adwokatem, trochę komikiem, który po skończonym występie zostaje sam w garderobie i nagle nie wie, co zrobić z własną twarzą.

W Polsce szczególnie ważne są dwa tytuły: „Zmierzch” – czyli „The Setting Sun” – oraz „Zatracenie”, znane po angielsku jako „No Longer Human”. „Zmierzch” ukazał się w Japonii w 1947 roku i opowiada o powojennym rozpadzie dawnego porządku, o arystokracji, która traci grunt pod nogami, oraz o ludziach, którzy próbują przeżyć, gdy historia zabiera im wszystkie dawne dekoracje. „Zatracenie” to jego ostatnie ukończone dzieło – półautobiograficzna opowieść o człowieku, który od dzieciństwa czuje, że nie potrafi być „normalnym” uczestnikiem ludzkiego świata.

Powojenna Japonia i literatura bez znieczulenia

Dazai stał się głosem pokolenia, które po II wojnie światowej patrzyło na tradycję, państwo, rodzinę i moralność z takim wyrazem twarzy, jakby ktoś właśnie zdjął z tych pojęć lakier, a pod spodem ukazało się coś bardzo kruchego. „Zmierzch” pokazywał upadek dawnej klasy, ale nie jako publicystyczną rozprawkę, tylko jako cichy rozpad domu, języka i dumy. „Zatracenie” poszło jeszcze głębiej – w samotność człowieka, który nie umie być sobą, więc zaczyna grać role, aż pewnego dnia nie pamięta już, gdzie kończy się maska. New Directions opisuje tę powieść jako jedno z najważniejszych dzieł Dazaia i podkreśla jej trwałą siłę oddziaływania na młodych czytelników od powojennej Japonii po współczesność.

I właśnie dlatego Dazai nie jest pisarzem „ładnym”. On bywa fascynujący, drażniący, chwilami nieznośny, ale żywy. Nie należy go romantyzować, bo jego biografia była pełna choroby, uzależnień, kryzysów i prób samobójczych; z drugiej strony nie wolno go spłaszczyć do etykiety „pisarza od cierpienia”. To był autor, który z własnej słabości zrobił narzędzie literackie, a z poczucia winy — sposób opowiadania o epoce. Zginął śmiercią samobójczą w czerwcu 1948 roku, pozostawiając niedokończoną powieść „Goodbye”.

Ciekawostki

Osamu Dazai to pseudonim; naprawdę nazywał się Shūji Tsushima.
• W 1930 roku rozpoczął studia na Uniwersytecie Tokijskim, ale ich nie ukończył.
• W 1935 roku jego opowiadanie „Gyakko” nominowano do Nagrody Akutagawy.
• Po wojnie łączono go z nurtem Buraiha, czyli literacką szkołą dekadentów i outsiderów.
„Zatracenie” było jego ostatnim ukończonym utworem i do dziś należy do najważniejszych książek nowoczesnej literatury japońskiej.

Dlaczego warto o nim pamiętać?

Bo Dazai pokazał, że literatura japońska potrafi mówić o wstydzie, samotności i rozpadzie bez taniego pocieszania. Jego książki są jak cichy pokój po kłótni: niby nic się już nie dzieje, ale powietrze wciąż drży. Warto o nim pamiętać również dlatego, że jego proza ostrzega przed łatwym zachwytem nad cierpieniem. Dazai nie jest patronem pięknej rozpaczy, tylko świadkiem człowieka, który bardzo chciał być przyjęty przez świat, a jednocześnie nie umiał w tym świecie oddychać.

Koniecznie przeczytaj

Najnowsze