Słuchaj nas online

Informacje | Kultura | Rozrywka | Nauka

Wina Juska, czyli odpuśćmy sobie

Więcej od tego autora

Przeczytasz w: 3 minuty

Pamiętam z dzieciństwa teksty dorosłych, jak to kiedyś było inaczej, lepiej, to czy tamto było, a to czy owo nie do pomyślenia. Jednym słowem dawne czasy były dobre, w opozycji do tu i teraz, kiedy dobrze nie jest.
Kilkadziesiąt lat minęło i choć czasy się zmieniły, to teksty sprzed lat ani o jotę. Wciąż je słyszę. Co również jest naturalne.

Za moich czasów…

Pewne „prawdy oczywiste” nie zmieniają się mimo upływu lat, ośmielę się powiedzieć – również mimo upływu wieków. Zmieniają się realia, ale dobro i zło jest niezmienne. Dobro i zło jako takie.
Zmieniają się okoliczności, ale natura ludzka jest niezmienna, wbrew temu, w co niektórzy chcieliby wierzyć albo zaklinać rzeczywistość.

Mamy niezbite dowody na to, że tysiące lat temu ludzie się mordowali. Co się więc zmieniło od tamtego czasu? Sposób w jaki to robią? Zapewne również kradli, gwałcili, bywali złośliwi, egoistyczni, zawistni.
Dzięki przeżytym doświadczeniom społecznym i ustrojowym wiemy, a przynajmniej mam taką nadzieję, że utopią jest myślenie o zgodzie wśród ludzi, powszechnej miłości i dobrobycie dla wszystkich. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć i twierdzenie, jakoby „za moich czasów było lepiej” jest tylko pobożnym życzeniem bardziej w kategoriach zaklinania przeszłej rzeczywistości.

Nieoczywistości

Nie mam pojęcia, jak w prehistorii rozwiązywano kwestie zbrodni, winy i kary. Współcześnie regulują je setki kodeksów, przepisów, zasad… I o ile oczywiste jest, że takowe regulacje są i w mniejszym lub większym stopniu wpływają na funkcjonowanie człowieka w społeczeństwie, o tyle codzienne zdarzenia niekoniecznie wymagają określania winy i wymierzania kary.

Wina i kara przewija się tak w literaturze, jak i życiu codziennym, bez względu na kodeksy. Czy takie kategoryzowanie jest konieczne? Czy ocenianie i karanie nie jest nadinterpretowane w codzienności? Wina Ikara polegała na zachłyśnięciu się pięknem i wolnością! Do kogo należała więc wina, kogo spotkała kara? Czy można mówić o jednym i drugim w tego typu sytuacjach, czy po prostu przyjąć, że zdarzenie miało miejsce i niczego już się nie da odwrócić? Że nie zawsze wina jest oczywista, a kara konieczna. I nie każde zdarzenie powinno być rozpatrywane z tej perspektywy. Mityczny Ikar wzniósł się zbyt wysoko, na ptasich skrzydłach sklejonych woskiem. Słońce je roztopiło, młodzieniec spadł do morza i zginął. Zdarzyła się tragedia, która nie musi mieć winnego i ukaranego. Posłużę się tak często zadawanym, w konkretnych sytuacjach, pytaniem dziennikarzy: Czy można było temu zapobiec? Nie, nie można było. Gdyby było inaczej, do zdarzenia by nie doszło!

Czyja to wina?…

Nie wiem, czy zawsze tak było, że człowiek potrzebował za wszelką cenę znaleźć winnego każdej swojej krzywdy, nawet urojonej, z równą zawziętością oczekując dla niego kary. Gdy widzę szarpiące się dzieciaki i pytam, o co chodzi, zazwyczaj automatycznie pojawia się oskarżenie niemal niezmienne w swojej treści: „To jego wina!”. Ale mnie nie chodzi o winę, a o rozwiązanie sporu, który nie musi mieć nic wspólnego z winą! Ot, coś się zdarzyło, co wymaga rozwiązania a nie osądzenia i ukarania.

Czyją winą będzie fakt, że na przykład w szpitalu zmarł pacjent w trakcie operacji, jeśli lekarze zrobili wszystko, co w ich mocy, żeby chorego uratować? Co da uruchomienie wszystkich kontaktów i możliwości, żeby kogoś obarczyć winą? A małżeństwo, które się rozpada? Dlaczego nie przyznać, że nie wyszło, że się nie udało i w spokoju się rozejść, jeśli nie można już zrobić nic więcej, żeby było dobrze? Po co za wszelką cenę szukać możliwości wypalenia piętna na czole pod tytułem „winny”? Czy to cokolwiek zmieni? Albo bracia, dla których w jednym domu granica ściany jest za cienka i konflikt narasta przez lata do rozmiarów muru berlińskiego, którego rozbicie będzie wręcz niemożliwe, bo każda próba zaczyna się od twierdzenia: „To twoja wina!”, i to z obu stron jednocześnie.

Współczesność dała nam nieograniczone możliwości obserwowania świata czy to w oknie Internetu, czy telewizora, ale i tu nie może być inaczej, skoro co rusz słyszy się albo czyta, kto za to czy tamto odpowiada. Jeśliby tą drogą spojrzeć na pierwszych tego świata z naszego rodzimego podwórka, chyba nikt nie będzie miał wątpliwości, czyja to wina. Dziesiątki razy powtórzona musi być winą, a że już zupełnie nie ma znaczenia, czego ta wina dotyczy, to przestaje być istotne. W końcu wina, to wina.

Pobożne życzenia…

Tyle razy słyszałam tę „prawdę objawioną”, że sama muszę potwierdzić, czyja to wina. Tak, to wina Juska! Tylko w tym problem, że gdy już miałam nieodpartą ochotę łyknąć tegoż wina Juska, to… okazało się, że nigdzie go nie ma! Nigdzie nie mogę znaleźć, choć szukałam tu i tam! Różne wina są – do wyboru, do koloru, do mocy, ceny i nawet jakości, ale nigdzie nie znalazłam wina Juska! Cóż więc mi zostaje? Muszę sobie odpuścić, czego i Wam życzę. Odpuśćmy sobie!

Poprzedni artykuł
Następny artykuł

Koniecznie przeczytaj

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Proszę wpisać swój komentarz!
Proszę podać swoje imię tutaj

Najnowsze